Świętego Augustyna wędrówka do Boga

Święty Ojciec i Doktor Kościoła, Aurelius Augustinus, biskup afrykańskiej Hippony, należy do ścisłej czołówki Świętych Pańskich, którzy niczym filary mocne podpierają sklepienie przybytku Pana Zastępów – katolickiego Kościoła – owego „królestwa bojowego”, jak wyraził się sam autor Państwa Bożego. Ów niespokojny duch, pielgrzymujący pół życia w poszukiwaniu prawdy, kiedy w końcu ją znalazł, pozwolił, by objęła go ramionami, ukochał Prawdę przedwieczną, a z miłości uczynił jedyną pobudkę swych czynów, jedyną treść swego życia. Dlatego jego pisma zachowują niewietrzejącą świeżość pastwisk, na które Pan prowadzi wierne dusze, a ich lektura przynosi ukojenie i sprowadza błogą łaskę nawrócenia, oświeca umysł i budzi zachwyt nad wspaniałością Boga i porządku, jaki ustanowił On na świecie.

Początki kariery Afrykańczyka i łzy matki

Historia zmagań Świętego ze światem, diabłem i własną słabością – owymi trzema nieprzyjaciółmi ludzkiego zbawienia – rozpoczęła się w Tagaście na terenie Afryki prokonsularnej. Była to ziemia częściowo już schrystianizowana, a zamieszkała przez lud berberyjski, z którego najprawdopodobniej wywodziła się jego matka. Berberowie byli ludem wojowniczym i nieugiętym – po nich więc Augustyn odziedziczył charakter niecofający się przed trudnościami, tak jak przed żadną przeciwnością nie cofnęła się jego rodzicielka, święta Monika, która swymi modlitwami i cierpieniami wyjednała zarówno swemu mężowi, jak i synowi łaskę przyjęcia prawdziwej wiary.

Jego ojcem był poganin, urzędnik cesarski imieniem Patrycjusz, którego Monika poślubiła z woli rodziców, a który dostarczył jej niemało utrapień przez uciążliwy charakter i niechęć do wiary Jezusa Chrystusa. Balansując pomiędzy wiernością Bogu i swemu małżonkowi, udało jej się jednak wpoić swoim dzieciom zasady świętej wiary i nabożeństwo do Boga. Dopiero lata młodzieńcze Aureliusza Augustyna przyniosły dobrej matce falę nowych utrapień. Jej syn bowiem ukończywszy edukację w szkołach w Tagaście, Madaurze i Kartaginie, bardzo postąpił w naukach, szczególnie w retoryce, wiążąc z nią swoją przyszłość – całkiem jednak zaniedbał obowiązki względem Pana Boga i prowadził życie dalekie od życia szczęśliwych dzieci Bożych.

W Kartaginie poznał kobietę, z którą przez kilkanaście lat żył w konkubinacie, niemyślącą podobnie jak on o jakimkolwiek zalegalizowaniu tego związku, ani wobec prawa świeckiego, ani kościelnego, co tak czy inaczej stanowiło plamę na honorze obywatela rzymskiego. Owocem tego związku był syn o wymownym imieniu Adeodatus, czyli od Boga dany. Okazało się później, że znaczenie tego imienia nie było próżne, ponieważ po nawróceniu ojca, także i syn przyjął Wiarę i stał się jej gorliwym wyznawcą.

Po bezdrożach ksiąg i mniemań ludzkich 

Droga do Boga, jaką przebył święty Augustyn, była kręta i długa. Podczas podróży stykał się z mistrzami różnych wiar i światopoglądów, a na kartach kolejnych lektur gorączkowo poszukiwał odpowiedzi na dręczące go pytania. Jaki jest Bóg? Dlaczego dopuszcza zło na świecie? I wiele innych dotyczących idei absolutu i natury człowieka. Może właśnie to, że jego życie stanowi szereg pytań, a co najważniejsze –  udziela jednocześnie odpowiedzi – na pytania powracające w życiu każdego myślącego człowieka, jego postać stała się tak popularna przez wieki, a do dziś pozostaje tak aktualna?

Pierwszym systemem religijno-filozoficznym, z jakim zetknął się młody pielgrzym, był manicheizm. Postawa owej sekty o gnostycznych skłonnościach pociągnęła Augustyna tym, że w wiedzy – w poznaniu natury świata i samego siebie – szukała wyzwolenia od zła istniejącego w ramach dualizmu, w jaki wplątane są ludzkie losy. Z herezją Manesa związany był najdłużej, sam jednak zaczął dostrzegać jej braki, co spotęgowało się po spotkaniu z manichejskim biskupem Faustusem, który nie był w stanie odpowiedzieć na pytania zadawane przez dociekliwego rozmówcę.

Pokłóciwszy się matką z o swój nieuporządkowany związek z kobietą, wyruszył on do Rzymu, aby szukać tam wolności, pogłębienia nauki i źródła utrzymania, jakie zamierzał uzyskać zakładając szkołę retoryki (jedną udało mu się już otworzyć w Kartaginie). Dotarłszy na drugi brzeg, zapadł na ciężką chorobę, którą wspomina w V księdze swoich Wyznań: „Tu od razu powaliła mnie ciężka choroba, która o mało co nie zepchnęła mnie do piekła z brzemieniem obarczających mnie grzechów, jakie popełniłem przeciw Tobie i przeciw sobie samemu, a także przeciw innym ludziom”.

Augustyn ubolewa nad swym zaślepieniem, że nie cenił wówczas odkupieńczej mocy śmierci krzyżowej Chrystusa Pana, a wręcz negował – w myśl manichejskich poglądów – to, że miała ona rzeczywiście miejsce: „Jak pozorna wydawała mi się śmierć Jego ciała, tak prawdziwa była śmierć duszy mojej. A jak prawdziwa była w istocie śmierć Jego ciała, tak pozorne było życie duszy mojej, która w to nie wierzyła”. Najstraszniejszą wszakże konstatacją była ta, iż nawet stanięcie w obliczu śmierci i wiecznego zatracenia w piekle nie skłoniło go do szukania ratunku u prawdziwego Boga: „Bo nawet w tak wielkim niebezpieczeństwie nie zapragnąłem jeszcze Twojego chrztu”.

Następnie zetknął się on nauczaniem neoplatoników, na które składała się myśl platońska i domieszki różnych systemów religijnych, w tym również refleksja starotestamentowa Filona aleksandryjskiego. Czytał też wówczas dzieła Cycerona, a z nich najbardziej zainspirował go zaginiony niestety dialog Hortensjusz. O lekturze tej książki czytamy w Wyznaniach: „To właśnie ona zmieniła uczucia moje i ku Tobie, Panie, zwróciła moje modlitwy, i nowe, odmienne wzbudziła we mnie życzenia i pragnienia. Przed mymi oczyma zmarniały nagle wszystkie ambicje światowe. Niewiarogodnym wprost żarem serca zacząłem tęsknić do nieśmiertelności, jaką daje mądrość”.

Coraz bliżej portu zbawiennego

W tym okresie Augustyn postanowił rozpocząć studia Pisma Świętego. Był to już jeden z ostatnich stopni, jakie wiodły do ostatecznego przekonania się o prawdziwości Bożego objawienia. Pan Bóg uchronił swego przyszłego Świętego od niebezpieczeństwa błędu, jakie zwykle towarzyszy samowolnemu studiowaniu Jego Słowa (wszak wszyscy heretycy, na czele z Lutrem, uważali, że ich wywrócone nauki mają źródło w Piśmie Świętym).

Prefektem Rzymu był wtenczas słynny retor Symmachus. Augustyn poznał go w roku 384 i został przezeń wysłany do Mediolanu jako profesor retoryki. W roku 385 miał wygłosić na tamtejszym dworze mowę pochwalną na cześć nieletniego cesarza Walentyniana II. W Mediolanie miał on odnaleźć upragniony kres swoich duchowych i umysłowych wędrówek. Poznał tam bowiem niezłomnego biskupa Ambrożego, który zrazu zaciekawił go porywającą mocą swych kazań, na których gromadziły się tysięczne tłumy, ledwo mieszczące się w kościele.

Wtedy już powoli do drążonego latami dociekań umysłu zaczęły dochodzić pierwsze promienie łaski nadprzyrodzonej, otwierającej rozum na pojmowanie tajemnic zawartych w objawieniu. Następowało to stopniowo, jak wspomina sam Święty, dzięki zaletom osobistym Ambrożego: „Pokochałem go, na razie nie jako nauczyciela prawdy – tego bowiem w Twoim Kościele zupełnie nie spodziewałem się znaleźć – lecz jako człowieka, który był mi życzliwy”.

Pod wpływem kazań mediolańskiego hierarchy Augustyn zaczął rozumieć, że wiara katolicka, którą widział dotychczas w krzywym zwierciadle argumentów manichejskich – nie sięgając do właściwego źródła, jakim jest Tradycja i Urząd Nauczycielski Kościoła – stanowi zbiór logicznie uporządkowanych prawd, który „można rzeczowo uzasadniać”. Zaraz potem następuje w autobiografii Augustyna stwierdzenie zasadniczej zmiany: „Postanowiłem – zgodnie z życzeniem moich rodziców [ojciec Augustyna przed śmiercią przyjął chrzest] – pozostać katechumenem Kościoła katolickiego aż do czasu, gdy mi zabłyśnie jakieś pewne światło, według którego będę mógł kroczyć naprzód”.

„Niespokojne jest serce nasze, póki nie spocznie w Tobie…”

Po przejściu ciężkiego zwątpienia, które pomogła mu przetrwać świątobliwa matka, Augustyn coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu o słabości ludzkiego rozumu wobec wielkości tajemnic Bożych. Nosił w sobie jeszcze wiele niewykorzenionych światowych przywiązań, łaska Boża jednakże nie na próżno już docierała do jego duszy, zaszczepiając święte uczucie niedosytu dobrami ziemskimi, które kieruje ku Dobru Wiecznemu. Na początku księgi VIII Wyznań święty Augustyn błogosławi Boga za człowieka, jakiego postawił na jego drodze. Był nim Symplicjan, kapłan katolicki, który był ojcem duchowym świętego Ambrożego. Wcześniej Augustyn żalił się, iż nie może podczas dłuższej rozmowy z biskupem Mediolanu rozwiać wszystkich dręczących go wątpliwości, ponieważ święty ten mąż w nawale obowiązków po prostu nie ma chwili wolnego czasu. W Symplicjanie zaś odnalazł świątobliwego starca, który swe ostatnie lata poświęcał właśnie na dzielenie się swą wiedzą i wieloletnim doświadczeniem.

Poznawszy natomiast w jakiś czas potem Pontycjusza, wysokiego urzędnika cesarskiego przybyłego z Afryki, i usłyszawszy od niego opowieść o świętym Antonim i życiu pustelniczym, Augustyn był już pewny, że chce porzucić widoki światowego życia i oddać się służbie Bożej. W 387 roku przyjął chrzest, a już w cztery lata później z rąk biskupa Hippony Waleriusza otrzymał namaszczenie na kapłana Kościoła katolickiego. Wtedy też zaczęła się jego niezmordowana służba Panu Bogu, którą pragnął wynagrodzić tak wiele lat ślepoty na obecność Stwórcy i Odkupiciela, którego wreszcie odnalazł.

W roku 396 po śmierci Waleriusza Augustyn został obrany jego następcą. Będąc już osobą duchowną i w pełni nawróconą rozpoczął pracę nad monumentalnym dziełem historiozoficznym De civitate Dei (O państwie Bożym). Wśród licznych zatrudnień duszpasterskich powstawały różne dzieła teologiczne, egzegetyczne, polemiczne i inne. Wyznania zaś spisywał pod koniec wieku, od roku około 397.

Pod koniec lat dwudziestych V wieku ludność Afryki prokonsularnej gnębiona była najadami Wandalów. Biskup Hippony wydatnie wspierał wówczas pokrzywdzoną trzodę swej diecezji, zaś w roku 430 zmarł podczas oblężenia miasta przez barbarzyńców. Rok później stolica diecezji została spalona, ale dzięki Bogu udało się uratować rękopisy Augustyna złożone w jego prywatnej bibliotece.

Fenomen świętego Augustyna z Hippony

Co stanowi o niezwykłości tego Świętego, który zapłodnił całą myśl chrześcijańskiego średniowiecza? Sama biografia, złożona z faktów i tytułów dzieł, nie zdoła tego oddać. Jego żywot upłynął bowiem na styku dwóch epok i stał się wyrazem napięcia, jakie wyjątkowo silnie zaznaczyło się w tym czasie między starym pogańskim światem a światem nowym – ufundowanym na prawdzie i porządku Ewangelii – z wolna, lecz z potęgą nieuniknioności ogarniającym coraz to nowe połacie życia publicznego.

Aureliusz Augustyn doszedł do szczytu cenionych przez świat umiejętności i gdyby nie droga Wiary, jaką obrał, znany byłby zapewne jako sławny retor i filozof. Dzięki nawróceniu świat otrzymał w osobie i dziele tego Doktora Łaski zarodek tego, co dopiero później rozwinęło się w systemie scholastycznym jako synteza mądrości starożytnej i objawionej wiedzy – a więc intelektualny fundament cywilizacji chrześcijańsko-klasycznej, czyli łacińskiej.

Umiał on skorzystać ze wszystkich dobrodziejstw klasycznej edukacji, aby oddać swój talent na służbę Bogu i Kościołowi. Opisuje on dramat człowieka – żyjącego między piekłem, do którego gna grzech, a niebem, ku któremu podnosi odkupieńcza łaska – zarówno w skali mikro (w Wyznaniach, gdzie z niezrównaną plastycznością, barwnością i dobitnością wyrazu, w sobie tylko właściwym stylu, opisuje drogę do Prawdy i Miłości), jak i makro (zarysowując w Państwie Bożym katolicką wizję dziejów ludzkości dzielącej się na dwa obozy, Chrystusa i diabła). Nieoceniona jest zasługa, jaką ten mąż Boży oddał chrześcijańskiemu światu i niezliczonym poszczególnym duszom, które w jego dziele odnalazły światło prowadzące do Boga.

Kościół wspomina św. Augustyna z Hippony 28 sierpnia.

Artykuł Świętego Augustyna wędrówka do Boga pochodzi z serwisu PCH24.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.