Anna Nowogrodzka-Patryarcha: Matka Boża istnieje. Odpowiadam Hartmanowi [ŚWIADECTWO]

Po niedawnym tragicznym wypadku polskich pielgrzymów zmierzających do Medjugorie, w którym dla 12 osób słońce ziemi zgasło, niektórzy „zmarnowali okazję, żeby siedzieć cicho”. Wirtualny świat obiegły nienawistne wobec życia religijnego katolików komentarze. Nad wyraz oburzający okazał się dla wielu tweet żydowskiego pochodzenia profesora nauk humanistycznych Jana Hartmana, w którym ten nie omieszkał „przypomnieć”, że „Maryja-orędowniczka” nie istnieje. Wypowiedź znanego ze swojej awersji do chrześcijaństwa filozofa i bioetyka przynagla wszystkich, których doświadczenie przeczy wyżej wymienionej tezie do złożenia świadectwa. Zatem odpowiadam Janowi Hartmanowi.

Był piękny lipcowy dzień, czas poobiedniej sjesty, gdy nieoczekiwanie zadzwonił telefon. Znajoma poinformowała mnie, że zgodnie z obietnicą zamówiła w moich intencjach Mszę świętą. Okoliczności i miejsce ofiarowania tego najdrogocenniejszego daru, jaki jeden człowiek może dać na ziemi drugiemu, były na tyle wyjątkowe, iż dobrodziejka postanowiła opowiedzieć o nich osobiście. Rozmowę zakończyłam słowami: „Dziękuję, bardzo przyda mi się jutro wsparcie z Nieba, jako że przede mną długa droga powrotna z wakacyjnego pobytu nad morzem”.

Pierwszy odcinek podróży przebiegł bez większych komplikacji. Krótką wizytę u rodziny postanowiłam wykorzystać na chwilowy senny relaks, ponieważ poprzedzające wyjazd prace ograniczyły czas przeznaczony na nocny odpoczynek. Nim to się stało, w „Godzinie Miłosierdzia” uklękłam do modlitwy dziękczynnej za dotychczasową, szczęśliwie zakończoną jazdę samochodem, łącząc się duchowo z Jasną Górą, gdzie sprawowana była w tym momencie w moich intencjach Najświętsza Ofiara. Nie dane mi było jednak zregenerować sił, czas naglił, miejsce przeznaczenia wciąż było odległe.

Kolejny odcinek powrotnej trasy, podobnie jak wcześniejszy, minął bez żadnych utrudnień. Gdy podróż zdawała się dobiegać końca, a do wyznaczonego celu pozostało zaledwie kilka kilometrów, doszło do nietypowej sytuacji. Na zjeździe z autostrady prowadzącym do drogi głównej zatrzymałam się przed znakiem STOP, jednak po chwili machinalnie, bez wcześniejszego rozpoznania warunków umożliwiających bezpieczny manewr, włączyłam się do ruchu. Świadomość popełnionego błędu zaważyła na szybkości reakcji. Odgłos hamowania zbliżającego się z tyłu dużego i ciężkiego pojazdu przynaglił do zjazdu na pobocze, którym to z dużą prędkością uciekałam przed niechybnym zderzeniem. W pewnym momencie, z niezrozumiałych dla siebie powodów, gwałtownie zahamowałam. Po krótkiej chwili mogłam rozeznać okoliczności, w jakich się znalazłam. Jako że panował już zmrok, z trudem dostrzegłam, że oto przede mną, w odległości około 50 cm, od gruntu wzwyż ciągnęły się metalowe elementy barierki energochłonnej, zupełnie niewidoczne z perspektywy kierowcy. Zabieg nagłego zatrzymania samochodu nie wynikał więc ze świadomości grożącego niebezpieczeństwa.

W tym samym czasie, kilka kilometrów dalej, na różańcu modliła się moja mama, gdy nagle spadła ikona Matki Bożej Częstochowskiej. Ten fakt mocno ją zaniepokoił, ponieważ spodziewała się mnie wraz z rodziną niebawem zobaczyć. Ufna w skuteczność wstawiennictwa Maryi, zawierzyła Jej całą naszą podróż. Wkrótce mogłyśmy ucieszyć się z oczekiwanego spotkania. O szczegółach groźnego incydentu opowiedziałam mamie nazajutrz, wówczas dowiedziałam się o sytuacji z wizerunkiem Matki Bożej Jasnogórskiej i o pełnej zawierzenia modlitwie. Nie upłynęło wiele czasu, gdy pojawił się kolejny znak. By dokonać zapłaty, sięgnęłam do portfela. Pośród znajdujących się tam rzeczy, znalazłam obrazek Matki Bożej Częstochowskiej, o istnieniu którego już nie pamiętałam, choć był w tym miejscu od dawna. Chwilę potem na desce rozdzielczej mojego auta zauważyłam metalową tabliczkę z modlitwą do św. Krzysztofa. Po jednej stronie znajdował się wizerunek Świętego, patrona kierowców, po drugiej… obraz Pani Jasnogórskiej.

Splot tych okoliczności domagał się jakiejś interpretacji. Wtedy to bowiem przed moimi oczami ukazała się scena z wakacyjnego wypoczynku, w której stojąc z różańcem przed figurką Najświętszej Panienki, sytuowaną nieopodal wiejskiego Kościółka, zastanawiałam się nad obecnością Matki Bożej w życiu uciekających się do Niej dzieci. Jedna z ostatnich modlitw przed zbliżającą się podróżą brzmiała: „Maryjo, byłam z Tobą przez wszystkie te dni, bądź ze mną przez najbliższe godziny”.

Trudno mi dzisiaj wątpić, iż nasze cudowne ocalenie było zaledwie łutem szczęścia. Nie mam też wątpliwości, że moja historia pozostanie dla podobnych Hartmanowi tylko „bajką”. Zdarzenie to, podobnie jak wiele innych, kłaniają mnie jednak ku przekonaniu, iż słowa modlitwy św. Bernarda do Matki Bożej napisało… samo życie:

Pomnij o Najświętsza Panno Maryjo, że nigdy nie słyszano, abyś opuściła tego, kto się do Ciebie ucieka, Twej pomocy przyzywa, Ciebie o przyczynę prosi…

Anna Nowogrodzka-Patryarcha

Artykuł Anna Nowogrodzka-Patryarcha: Matka Boża istnieje. Odpowiadam Hartmanowi [ŚWIADECTWO] pochodzi z serwisu PCH24.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.