Festiwal kontra mieszkańcy

Na tytułowe pytanie większość mieszkańców Tysiąclecia odpowie – w ogóle jest. Ja będę mniej radykalna, pewnie dlatego, że od terenu festiwalu dzieli mnie ok. 4 kilometry i na moim osiedlu muzykę było słychać sporadycznie. Do poziomu organizacji z kolei przekonują mnie liczne relacje zachwyconych znajomych. W tym wszystkim jest jedno ”ale”.

Z ciekawości w sobotę wieczorem ze znajomymi przejechaliśmy na pobliskie Tysiąclecie i rzeczywiście, stojąc pod popularną ”kukurydzą”, czułam się jakbym była na terenie festiwalu, zwłaszcza patrząc na świecące po oknach reflektory. Oczywistym jest, że ta impreza generuje hałas, co z kolei uniemożliwia funkcjonowanie mieszkańcom. Ale to nie hałas, a komunikacja z mieszkańcami, jest podstawowym problemem organizatorów Festa. Przy tak inwazyjnym, głośnym i długim festiwalu katowiczanie nie zostaną udobruchani jednym festynem.

W całej sprawie brakuje zrozumienia dla potrzeb mieszkańców. Tak to się kończy, jak marszałek mieszkający w Tychach zgadza się na festiwal w Chorzowie, który słychać w Katowicach. Wydaje się, że przeciwników Festa nikt nigdy nie próbował przekonać. Ba! Ze strony organizacji zabrakło dialogu, realnej chęci przygotowania mieszkańców na to, co ich czeka, no i oczywiście maksymalnego ułatwienia im życia przez te 6 dni – chociażby zaproszeniem na festiwal za symboliczną kwotę.

A tak sprawę komentują mieszkańcy

Z lektury z grupy Tauzen jest ważny wynika parę wniosków: po pierwsze, jeśli zgubicie kotka w tej okolicy, tam możecie szukać pomocy w jego znalezieniu. Po drugie: nic tak nie dzieli mieszkańców Tysiąclecia jak Fest Festival. Dwa przeciwstawne obozy, z których jeden zarzuca drugiemu brak dystansu, drugi pierwszemu zaś brak empatii w stosunku do ludzi i zwierząt. Jak już wspomniałam, sama w bliskiej okolicy Parku Śląskiego nie mieszkam, oddam więc głos mieszkańcom.

Powyższy komentarz Pani Gosi jest i tak jedną z bardziej wyważonych krytycznych opinii na temat festiwalu. Pojawiają się głosy, że od Festa lepsza jest pandemia, bo przynajmniej się człowiek wyśpi, czy złośliwe życzenia ”miłych koncertów” w deszczowy dzień. Oczywiście, tak jak wspomniałam, nie brakuje obrońców imprezy:

Jest także sekcja memiczna, powstało nawet tematyczne bingo, które ironizuje na temat narracji obrońców festiwalu:

Autor: Tomek Mizgała
Autorka: Olka Trojak

Jedni mówią, że festiwal słychać, u innych piętro niżej przy zamkniętych oknach cisza (tu zazwyczaj pojawia się uprzejma rada wymiany okien właśnie), ogólnie rzecz ujmując, porozumienia między mieszkańcami brak. Część grupy chce pisać pozew zbiorowy, reszta zachęca do kupna biletów i przyłączenia się do zabawy. Wszyscy są zacietrzewieni i zdaje się, że na spokojny dialog może być już za późno. Konkluzja z tego wszystkiego jest żadna. Może tylko taka, że jednym się podoba, innym nie, ale i ci, i ci będą funkcjonować w bliskości festiwalu jeszcze przynajmniej przez następne trzy lata.

Artykuł Festiwal kontra mieszkańcy pochodzi z serwisu Śląska Opinia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.